Dzień 7

W dzisiejszym rozważaniu zatrzymajmy się nad doświadczeniem minionych miesięcy. Czas epidemii jest niewątpliwie dla wielu ludzi momentem refleksji i sprzyja przewartościowaniu własnego życia. Chciałbym podzielić się pewną myślą, która zrodziła się w moim sercu. Właściwie chciałbym odnieść się do pewnego doświadczenia duchowego, które zapewne nie jest obce dla wielu z nas. Spójrzmy na moment kiedy doświadczyliśmy tej choroby: wielu z nas w sposób bezpośredni, a niemal wszyscy śledziliśmy doniesienia medialne. Chciałbym odwołać się tutaj do słów z Pisma Świętego: „szatan jak lew ryczący, krąży szukając kogo pożreć” 1 P 5,8. Często rozważając te słowa popełniamy podstawowy błąd skupiając się na osobie "złego", co w konsekwencji rodzi w nas uczucie lęku. W ten sposób przybieramy postawę pasywną: siedzimy bezczynnie czekając na rozwój wydarzeń. Te Słowa Ewangelii towarzyszyły mi w czasie epidemii. Pomyślmy sobie o doświadczeniu tej choroby jak o naszym wrogu, który atakuje, panoszy się, rozszerza. W pewnym momencie staję przed decyzją, iż muszę podjąć jakieś kroki, gdy zagrożenie zbliża się do mnie. W walce z epidemią widzieliśmy budującą postawę wielu lekarzy, wielu ludzi dobrej woli, którzy nieśli pomoc chorym i potrzebującym. Pozwala nam to patrzeć na tę sytuację jak na doświadczenie, które wymaga od nas postawy współczującej, troskliwej szczególnie gdy zagrożenie zbliża się do nas i naszych bliskich. I dlatego: tak, mam być czujny. To Słowo zachęca do czujności, bo w naszym przypadku wirus, choroba ciągle jest obecna w naszym otoczeniu. Mamy modlić się za tych ludzi, którzy bezpośrednio jej doświadczają ale wszystkie moje wysiłki powinny koncentrować się na tym, aby zbliżać się do Boga i wypełniać moje obowiązki dnia dzisiejszego. Bycie świadomym i odpowiedzialnym jest ważne i potrzebne ale nie może wprowadzić mnie w poczucie lęku, które mnie paraliżuje. Bóg jest potężniejszy od wszystkiego. On pomaga mi przeżywać trudności, wszelkie doświadczenia. Dzisiaj więc powierzmy się Jemu.

Chciałbym jeszcze, byśmy na chwilę zatrzymali się na słowami papieża Franciszka, które wygłosił w czasie modlitwy o ustanie epidemii… Zacytował Słowo: „Gdy zapadł wieczór” (Mk 4,35). Od tygodni wydaje się, iż zapadł wieczór. Nad naszymi placami, ulicami
i miastami zebrały się gęste ciemności; ogarnęły nasze życie, wypełniając wszystko ogłuszającą ciszą i posępną pustką, która paraliżuje wszystko na swej drodze. Czujemy to "w powietrzu", dostrzegamy w gestach i spojrzeniach. Przestraszyliśmy się i zagubiliśmy. Podobnie jak uczniów z Ewangelii ogarnęła nas niespodziewana i gwałtowna burza. Uświadomiliśmy sobie, że wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi: słabi i zdezorientowani, ale jednocześnie ważni, bo wszyscy wezwani jesteśmy do wspólnego wiosłowania, by pocieszać się nawzajem, nieść sobie pomoc. Na tej łodzi... jesteśmy wszyscy. Tak jak ci uczniowie, którzy mówią jednym głosem i wołają w udręce: „giniemy” (w. 38), tak i my zdaliśmy sobie sprawę, że idąc osobno zginiemy, a uratuje nas tylko wspólny kurs, współpraca i marsz ręka w rękę.

 

 

 

Dzień 8

Zatrzymajmy się dziś nad sakramentem pokuty i pojednania oraz nad spowiedzią powszechną, której doświadczamy podczas Eucharystii. Sakrament pokuty, w którym spotykamy się z miłosiernym Jezusem jest momentem bardzo indywidualnej modlitwy. Właśnie dlatego chciałbym, abyś drogi, kochany pielgrzymie, popatrzył na sakrament pokuty właśnie jak na modlitwę. Niech nie będzie to tylko wypełnienie mojego obowiązku, moment nawracania, który owszem - jest bardzo istotny - ale przede wszystkim niech będzie to moje przebywanie z Jezusem Miłosiernym, który mnie kocha, który nigdy mnie nie odrzuca, który nigdy mnie nie zostawi. Każdy kto pielgrzymował, kto fizycznie przemierzał drogę zapewne ma doświadczenie spowiedzi w drodze. Wiemy jak często to wyglądało, gdy mogliśmy wyznać nasze grzechy. W posłudze kapłana mogliśmy doświadczyć rozmowy, uzdrawiającej obecności Jezusa. Przychodzimy z konkretnymi, ciężkimi grzechami do Kogoś kto cię kocha, do Kogoś kto czeka na to, do Kogoś kto chce Ci to zabrać. Więc jeśli masz w sobie jakąś blokadę to dzisiaj modlę się za ciebie, prosząc by Jezus dotykał Twojego serca w taki subtelny sposób i zapraszał Ciebie to tej bardzo, bardzo osobistej modlitwy, do osobistego spotkania. W sakramencie pokuty przede wszystkim oddawaj Mu wszystkie swoje grzechy, również te najcięższe - wszystkie. Kiedy przychodzisz na Eucharystię pamiętaj że On zawsze na Ciebie czeka. A kiedy wiesz że byłeś u spowiedzi, kiedy wiesz że nie masz ciężkiego grzechu to pomyśl sobie, że może dzisiaj lub wczoraj z kimś się posprzeczałeś. Gdy czujesz w swoim sumieniu, że są to tylko lekkie grzechy to oddaj je na początku w spowiedzi powszechnej Jezusowi. On Tobie to wybacza. Może teraz sobie myślisz: "jak odróżnić grzech ciężki od lekkiego?" Chciałbym Ci pomóc cytując św. pamięci ks. Pawlukiewicza, który powiedział, że „grzech ciężki jest ciężko popełnić a grzech lekki lekko”.

Pomyśl sobie o tym dzisiaj, może ten dzień jest dobrym dniem na odprawienie rachunku sumienia.

Matko Chrystusowa, módl się za nami!

 

 

 

 

Dzień 9

Dzisiejszy dzień niech będzie refleksją o miłości do człowieka okazywanej poprzez czyny. Chciałbym zacytować św. Jana Pawła II „Człowiek otrzymuje od Boga swą istotną godność, a wraz z nią zdolność wznoszenia się ponad wszelki porządek społeczny w dążeniu do prawdy i dobra. Jest on jednak również uwarunkowany strukturą społeczną, w której żyje, otrzymanym wychowaniem i środowiskiem. (Encyklika Centesimusannus, 1991)” Te słowa Jana Pawła II doprowadzają do myśli aby najpierw zauważać człowieka. Czasem bywa tak, że oceniam kogoś po sposobie zachowania lub po tym jaką pracę wykonuje, a często przez pryzmat jego słabości, jakichś widocznych błędów. Jednak Miłość Boga uczy mnie bym zawsze dostrzegał człowieka - abym widział człowieka, w którym tak samo jak we mnie żyje Bóg, bo wszyscy jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Człowieka, który tak jak ja kocha i chce być kochany, ma swoją wrażliwość, pragnie być akceptowany. Dlatego ten dzisiejszy dzień naszego pielgrzymowania jest zachętą, abym przede wszystkim widział człowieka i go kochał. To jest chrześcijaństwo, to jest właśnie to co robi Jezus. On najpierw zauważa i widzi człowieka, z którym pragnie przebywać.

Pomyśl dzisiaj o drugim człowieku, który żyje obok Ciebie. Czy skupiasz się na nim, aby go ocenić czy zauważasz go w całości jako człowieka takiego jak ja, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga?

Wspomożenie Wiernych, módl się za nami!

 

 

Dzień 10

Do dzisiejszego naszego rozważania chciałbym zaprosić naszego Sługę Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego z jego cytatem „Bóg nigdy nie rezygnuje ze swoich dzieci, nawet z takich, które stoją plecami do Niego”. Te słowa Kardynała Wyszyńskiego bardzo poruszają moje serce. Zobacz jaką miłością kocha Bóg. On nigdy nie rezygnuje z człowieka. Te słowa też prowadzą mnie również do rozważania nad przypowieścią o Ojcu miłosiernym, synu marnotrawnym. Bóg nigdy nie rezygnuje. Pamiętasz tę sytuację kiedy syn odwrócił się od ojca, prosząc go żeby dał mu jego część majątku? Odszedł, roztrwonił to, zagubił się, jadł ze świniami, doświadczył największego dna. Kiedy podjął decyzję powrotu spotkał się z miłosiernym ojcem, kimś kto nigdy z niego nie zrezygnował nawet, kiedy odwrócił się do niego plecami. Może masz teraz taki moment obrażenia się na Boga, świadomego wchodzenia w jakiś grzech czy jakąś słabość. Chcę żebyś wiedział, że On nigdy z Ciebie nie rezygnuje. To zły będzie chciał wmówić Tobie, że jeśli tak czynisz to już Bóg Ciebie nie chce. To jest nieprawda. On zawsze Ciebie kocha i nigdy, nigdy z Ciebie nie rezygnuje.

Mój kochany pielgrzymie. Wyruszyliśmy w tę drogę by zbliżać się do Boga. Może dzisiaj jesteś w momencie gdzie stoisz do Niego plecami i mówisz: nie chcę się odwrócić. On będzie czekał, będzie czekał na moment kiedy się odwrócisz i otworzysz przed Nim swoje serce. Powalcz o to a zobaczysz jakie to owoce będzie przynosiło w Twoim życiu.

Panno łaskawa, módl się za nami!

 

 

 

Dzień 11

W dzisiejszym dniu, podobnie jak we wczorajszym, chciałbym żebyśmy zatrzymali się na chwilę nad słowami Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Choćbyś przegrał całkowicie, zbierz się, zgarnij, zacznij od nowa! Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga.” Walka z samym sobą jest doświadczeniem każdego człowieka. Bywa tak, że doświadczam swoich słabości. Czasem wydaje się, że jakąś rzecz już przepracowałem, że uporałem się z jaką swoją wadą, słabością, z jakąś sytuacją życiową. Jedna, dwie sytuacje często burzą to przekonanie. Pokazują że jeszcze dużo mam do zrobienia. Wówczas w takim momencie człowiek podłamuje się, myśli sobie, że jest beznadziejnie. "Po co ja mam w ogóle wkładać w to wysiłek skoro znowu nie wyszło?" Kardynał Wyszyński: ten Sługa Boży prowadzi mnie dzisiaj do refleksji nad tym, żebym dalej walczył, żebym nie poddawał się, żebym nie patrzył na siebie przez pryzmat tego, że upadłem, ale pamiętał że mam powstawać. Jest to obraz dla nas pielgrzymów bardzo potrzebny. Moment gdy przemierzasz drogę: doświadczasz fizycznego wysiłku, wyczerpania, zmagania się z samym sobą. Jak często zauważam, że mam jeszcze rzeczy do przepracowania?

Wstawaj, idź dalej. Nie bój się mówić Bogu i samemu sobie o tym, co jeszcze nie jest przepracowane, gdzie jeszcze upadam. Nie bój się tego. Stefan Wyszyński prowadzi nas dzisiaj bym próbował, zbierał się i dalej walczył.

Pocieszycielko strapionych, módl się za nami!

 

 

 

Dzień 12

Powoli zbliżamy się do końca naszego wędrowania. Tuż przed końcem chciałbym pochylić się nad życiem we wspólnocie i ważnym aspekcie takiego życia. O tym, że zawsze mam zaczynać od siebie. Często gdy jesteśmy w różnych relacjach, myślimy nad drugim człowiekiem. Ja wiem, mam cenne rady jak ktoś ma się zmienić, jak ktoś ma się poprawiać. Czas pielgrzymki pokazuje moje słabości i uczy mnie, że zmienianie świata mam zaczynać od siebie. Mam przede wszystkim pracować nad sobą, a nie nad drugim człowiekiem. Tak, Bóg daje mi drugiego człowieka. Jeśli mam bliską, dobrą relację i dostrzegam coś złego, mam z miłością powiedzieć o tym. Mam otoczyć miłością, tak jak otacza mnie Jezus kiedy mówi mi o czymś trudnym posługując się moim sumieniem. Mam to też w miłości i w odpowiedzialności za Kościół, za zbawienie tego człowieka o tym powiedzieć, ale przede wszystkim mam zaczynać od siebie. Pomyśl sobie: czy gdybyś wyruszał na pielgrzymkę modląc się tylko o zmianę swojego męża, swojej żony, swoich dzieci, o ich nawrócenie, a nie prosiłbyś o nie dla siebie to czy nie byłoby to pewnego rodzaju pychą.? To ja sam rozważając swoje życie, swoje postępowanie mam dawać prowadzić się Bogu, by On mi pokazywał co jest u mnie dobrego, a co złego. Mam po prostu zaczynać od siebie. Będąc we wspólnocie pielgrzymkowej ale też mojej rodzinnej, w miejscu pracy itd. mam przede wszystkim zaczynać od siebie. W drugim człowieku zazwyczaj denerwuje mnie to z czym sam mam problem.

Pomyśl sobie dzisiaj kochany pielgrzymie co ciebie irytuje w drugim człowieku. Być może sam masz z tym problem, ale proszę cię patrz na siebie z miłością, taką jaką patrzy na Ciebie Bóg. Bądź miłosierny dla siebie i wymagaj od siebie tak jak to czyni sam Jezus.

Królowo Rodzin, módl się za nami!

 

 

 

Dzień 13

W ostatnim dniu naszego pielgrzymowania chciałbym zatrzymać się nad sceną Zwiastowania. Postawa Maryi jest pełna ufności na przyjęcie Bożego planu. Często gdy myślę nad tą sceną myślę o wychodzeniu ze strefy własnego komfortu. Zobacz drogi pielgrzymie, że Bóg zawsze przychodzi z propozycją. On wychodzi do Ciebie i chce czynić to zawsze. Kilka dni wcześniej rozważaliśmy kwestię podejmowania wyborów, rozeznawania. Nasze życie często składa się z rozeznawania z tego co mam zrobić w swoim życiu. Pewną trudnością jest budowanie swojej strefy komfortu. To nie znaczy że Twój dom, Twoje miejsce pracy nie ma być dla ciebie miejscem gdzie czujesz się bezpiecznie. Chodzi o Twoje życie. Bóg pragnie abyś zrezygnował z bycia panem, a pokornie wsłuchiwał się w Jego głos. Końcówka naszego pielgrzymowania to moment, kiedy dzisiaj czy to fizycznie czy duchowo będziemy stali pod obrazem naszej kochanej Mamy Jasnogórskiej Maryi. Powinien być to moment refleksji nad tym czy przyjmuję Boże Słowo, czy otwieram się na działanie Boga, czy otwieram się na to, co On ma mi do zaproponowania, czy też myślę, że już wszystko mam poukładane i nie potrzebuję Jego głosu. Zachęcam Cię do refleksji nad własnym życiem, a właściwie do tego byś posłuchał czy Bóg do Ciebie mówi, czy podpowiada coś ważnego.

Bardzo Ci dziękuję kochany pielgrzymie za te nasze dwutygodniowe rekolekcje. Za te wspólne spotykanie się na codziennym rozważaniu na Modlitwie Apelowej. Wierzę i ufam, że chociaż pielgrzymowanie w tym roku było trochę inne, wyda wielkie owoce dnia codziennego w Twoim życiu. O to się modlę i z serca Tobie błogosławię. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Królowo Polski, módl się za nami!